Promocje mBanku z polkatfirm.pl |biurka |leki na potencje
„Postawny oficer sztabowy, w sile wieku, gestem ręki wskazuje krzesło i uważnie przegląda teczkę z moimi dokumentami, dostarczoną na jego rozkaz z kancelarii.
— Nie bardo rozumiem, dlaczego nie jesteście w lotnictwie. Egzamin przecież zdany i widzę tu nawet atest pilota szybowcowego.
— Ja też nie rozumiem — odrzekłem i szczerze wszystko opowiedziałem majorowi, nie ukrywając, że chciałbym kiedyś wrócić do lotnictwa.
Komendant zamyślił się, jeszcze raz zajrzał do papierów, popatrzył mi w oczy i czerwonym ołówkiem drukowanymi literami napisał na mojej teczce tylko jedno słowo „Przyjąć". Poniżej podpis i data...
To był prawdziwy człowiek...
NA GĄSIENICACH I POD PANCERZEM
Maszerują chłopcy, maszerują...
Zegar kolejowy wskazywał właśnie godzinę dziesiątą, gdy wyszedłem z małą walizeczką w ręku na wyboisty plac przed budynkiem stacyjnym. Na frontowej ścianie czarny napis — PASIEKI. Wokół pustka. Ani człowieka, ani żadnego pojazdu. I jak tu dobrnąć do Różana nad Narwią, gdzie dzisiaj, 30 sierpnia 1936 roku, mam się stawić na prawie czteromiesięczny rekrucki kurs unitarny
Wracam na peron. Od zawiadowcy stacji dowiaduję się, że przyjechałem za wcześnie. Corocznie bowiem młodzi ludzie przybywają do Pasiek w samo południe. Na tę chwilę ściągają tu okoliczni chłopi furmankami i za jednego złocisza od łebka podwożą do koszar. Szkoda mi czasu na czekanie, pójdę piechotą. Bagaż nieciężki, a i do koszar nie tak znowu daleko, trochę więcej niż osiem kilometrów. Za jakieś półtorej godziny powinienem być na miejscu.“(2)
„Postawny oficer sztabowy, w sile wieku, gestem ręki wskazuje krzesło i uważnie przegląda teczkę z moimi dokumentami, dostarczoną na jego rozkaz z kancelarii.
— Nie bardo rozumiem, dlaczego nie jesteście w lotnictwie. Egzamin przecież zdany i widzę tu nawet atest pilota szybowcowego.
— Ja też nie rozumiem — odrzekłem i szczerze wszystko opowiedziałem majorowi, nie ukrywając, że chciałbym kiedyś wrócić do lotnictwa.
Komendant zamyślił się, jeszcze raz zajrzał do papierów, popatrzył mi w oczy i czerwonym ołówkiem drukowanymi literami napisał na mojej teczce tylko jedno słowo „Przyjąć". Poniżej podpis i data...
To był prawdziwy człowiek...
NA GĄSIENICACH I POD PANCERZEM
Maszerują chłopcy, maszerują...
Zegar kolejowy wskazywał właśnie godzinę dziesiątą, gdy wyszedłem z małą walizeczką w ręku na wyboisty plac przed budynkiem stacyjnym. Na frontowej ścianie czarny napis — PASIEKI. Wokół pustka. Ani człowieka, ani żadnego pojazdu. I jak tu dobrnąć do Różana nad Narwią, gdzie dzisiaj, 30 sierpnia 1936 roku, mam się stawić na prawie czteromiesięczny rekrucki kurs unitarny
Wracam na peron. Od zawiadowcy stacji dowiaduję się, że przyjechałem za wcześnie. Corocznie bowiem młodzi ludzie przybywają do Pasiek w samo południe. Na tę chwilę ściągają tu okoliczni chłopi furmankami i za jednego złocisza od łebka podwożą do koszar. Szkoda mi czasu na czekanie, pójdę piechotą. Bagaż nieciężki, a i do koszar nie tak znowu daleko, trochę więcej niż osiem kilometrów. Za jakieś półtorej godziny powinienem być na miejscu.“(2)